Muarah MT-3— współczesna twarz polskiego analogu

W dobie AI coraz bardziej doceniamy obcowanie z fizycznym nośnikiem. W obecnych czasach, momentami nie jesteśmy do końca pewni, czy obcujemy z twórczością jeszcze człowieka, czy już sztucznej inteligencji. Sami się kilkukrotnie złapaliśmy na tym, że dodając do playlisty losowo wyszukany w platformie streamingowej utwór, słuchaliśmy twórczości AI. Droga na skróty, również w przypadku blogów audio to coś, co staje się powoli coraz częściej dostrzegalne. Być może i z tego powodu sprzedaż fizycznych nośników wzrasta, co nas niezmiernie cieszy. 

Wracając jednak do tematu gramofonu, skądinąd wyjątkowego gramofonu, cofnijmy się nieco wstecz. Cytując nasz wpis z 2022 roku opisujący austriacki gramofon Pro-Ject X2: Znajdując się trochę między przemyśleniami o rodzimym Ad Fontesie i wzdychając do pięknego Muaraha, zeszliśmy na ziemię i przetestowaliśmy model Pro-Ject X2, dzisiaj możemy spojrzeć w niebo, bowiem na nasz stół zawitał owy, piękny Muarah. 

O marce

Muarah to polska manufaktura audio, założona w 2015 roku przez Wiesława Zawadę i Jacka Siwińskiego, związanych z Politechniką Warszawską. Firma od początku istnienia skupiła się przede wszystkim na technice analogowej i odtwarzaniu płyt winylowych.

Muarah zadebiutował podczas Audio Video Show 2015 w Warszawie. Kolejne lata przyniosły rozwój własnych gramofonów – MT-1, MT-2, a następnie MT-3 – oraz elektroniki i akcesoriów do toru analogowego. Ważnym etapem było również opracowanie własnych ramion gramofonowych MY-1/9 i MY-1/12.

Dziś Muarah pozostaje niewielką, polską firmą specjalizującą się w konstrukcjach analogowych. MT-3 jest kolejnym etapem tej historii i efektem kilku lat doświadczeń zdobywanych przy projektowaniu gramofonów oraz ramion.

Miałem te szczęście poznać konstruktora – Wiesława Zawadę osobiście. Po niedługiej pogawędce, poznaniu niełatwych, krajowych realiów takiej produkcji, czym prędzej ruszyłem do domu by skonfigurować Muaraha. 

Budowa

Pierwsze wrażenia? Jednym słowem fantastyczne. Co prawda nasze poprzednie gramofony, czy to Pro-Ject X2 czy Yamaha YP-D7 były bardzo solidnie wykonane. Szczególnie model Yamahy to istny czołg, ważący 15 kg, który przetrwał niemal bez szwanku podróż z Japonii w kiepsko zabezpieczaj przesyłce. A Muarah MT3? To taki zwinny szermierz, który i tak wie, że może pokonać przeciwników nie siłą, a techniką. 

Gramofon nie jest ciężki. Waży ok 8 kg. Całość sprawia dobre wrażenie. Wysokiej jakości materiały, bardzo dobre spasowanie poszczególnych elementów odpowiadają za pozytywne odczucia w trakcie użytkowania. 

Po lewej stronie mamy zamontowany silnik, a po prawej – autorskie 9 calowe ramię Muaraha. W przeszłości myśleliśmy o ramieniu Sorane, także byliśmy ciekawi jak nowe ramię poradzi sobie z naszymi wkładkami. Po ponad roku mogę napisać tylko tyle, że zapomnieliśmy o Sorane i na ten moment nie szukamy żadnej zmiany w tym elemencie. 

Specyfikacja techniczna ramienia MY-1/9:

Odległość montażowa (od osi do podstawy): 214 mm
Długość efektywna: 232 mm
Overhang:18 mm
Wysokość górnej części wkładki względem płyty głównej: 35-65 mm
Zakres ustawień VTA: 30 mm
Masa efektywna: 15 g
Kąt przesunięcia: 23,750
Średnica otworu montażowego: 18-25 mm
Zakres siły antyskating: 0,8 – 2,5 g
Standard złącza kablowego: DIN-5P
Masa ramienia bez przeciwwagi: 180 g
Standardowa masa przeciwwagi: 95 g
Maksymalny błąd kąta śledzenia: +1,960 / – 1,030

Dane techniczne samego gramofonu podawane przez producenta:

Prędkość obrotowa: 33 1/3 RPM, 45 RPM, zmiana ręczna
Zakres odległości między obrotem ramienia a wrzecionem typowy dla ramion 9″ (200 mm – 230 mm)
Silnik i napęd synchroniczny AC, pasek gumowy
Źródło zasilania 110/230 V, 60 Hz/50 Hz (dedykowany zasilacz)
Wysokość talerza: 3 cm
Waga talerza: 2,5 kg
Wymiary (szer. x wys. x gł.): 475 /540 x 160 x 400 mm
Całkowita waga gramofonu (bez ramienia): 8 kg

Kalibracja

Gramofon osadzony jest na 3 kolcach, z czego dwa mają pełną regulację. Bardzo prostą, a co za tym idzie odpowiednie wypoziomowanie zajmuje nam jedynie kilka chwil. Do ramienia dołączony jest dedykowany szablon kalibracyjny wkładek gramofonowych. Tu ponownie mamy do dyspozycji pełen zakres regulacji od wysokości ramienia po azymut. Porównując stopień złożoności ustawienia wkładki do ramion Pro-Jecta czy S-shape Yamahy, to ramię Muaraha jest bardzo życzliwe w tym aspekcie. Ile się można nadenerwować, kiedy jakiś element kalibracyjny niedomaga, wiedzą tylko ci, co z tym się zmierzyli. Po niespełna kwadransie mamy już wszystko ustawione, skalibrowane i sprawdzone. 

System odsłuchowy

Test naszego Mauraha opisujemy po ponad rocznym użytkowaniu. Sprawdziliśmy go z wieloma wkładkami, takimi jak AT33PTG/II, Denon DL 103R, Hana ML, Ortofon Cadenza Black. Współpracował z preampem gramofonowym ASR mini Basis oraz Leben RS-30EQ+ Ear Yoshino MC4. Sercem systemu niezmiennie Ayon Scorpio XS + Harbeth M30.1. 

W tym ostatnim zestawieniu z naszego systemu analogowego wyciągnęliśmy wszystko, czego przez lata oczekiwaliśmy.  Momentami zastanawiamy się, czy można jeszcze lepiej? Na przykład wymieniając na jeszcze lepszą wkładkę. Tylko, która to ta lepsza. Może się okazać, że zmiana będzie pójściem w bok, a niekoniecznie w przód.  

Brzmienie

Do naszych testów wybraliśmy kilka naszych płyt. Jedną z nich jest Kombi „Nowy rozdział” – udało nam się zdobyć pierwsze wydanie tej ciekawej płyty.

Ten winyl był dla nas szczególnie ważny. Nie tylko dlatego, że bardzo dobrze znamy muzykę Kombi, bo jej nie znamy. Pierwsze wydanie „Nowego rozdziału” jest również świetnym materiałem do sprawdzenia, czy gramofon potrafi zachować charakter starszego nagrania, nie akcentując przy tym jego mankamentów. 

To co nas od samego początku zaskoczyło, to jakość tłoczenia i realizacji nagrań. Bez wątpienia to jedna z lepiej brzmiących „starych” płyt w naszym posiadaniu. To również zupełnie inny materiał niż reszta użytych płyt do testu. Pojawiają się syntezatory, elektronika, charakterystyczne brzmienie produkcji z tamtego okresu i bardzo specyficzna przestrzeń nagrania.

Muarah MT3 razem z resztą toru pokazuje ten materiał z bardzo dużą dokładnością. To jest chyba ta cecha, która się wybija. Ramię gramofonu wraz z wkładką Ortofonu staje się niesamowitym „trackerem” – wręcz wybitnym „śledczym rowków.” Bez problemu usłyszymy wszystko, co realizator dźwięku na płycie zawarł, co więcej usłyszymy to bez oderwania od całości muzycznego materiału. Mamy więc chirurgiczną separację, która pozwala nam bez problemu oddzielić poszczególne dźwięki od siebie, nie ujmując przy tym nic ze spójności i muzykalności danego nagrania. 

Kombi Nowy Rozdział

W albumie „Nowy Rozdział” syntezatory nie tworzą jednej, zwartej ściany dźwięku. Pojawiają się pomiędzy nimi przestrzenie. Poszczególne warstwy można swobodnie śledzić. I właśnie tutaj bardzo dobrze słychać czarne tło. Wydaje się, że pomiędzy kolejnymi dźwiękami jest więcej miejsca. Scena jest stabilna i dobrze uporządkowana, a najbardziej podoba nam się jej głębokość. Pierwszy plan nie przykleja się do kolumn, a kolejne elementy aranżacji zostają za nim.

Cadenza Black potrafi oczywiście pokazać znacznie więcej niż przeciętna wkładka, ale to właśnie MT3 pozwala jej robić to bez poczucia chaosu, nadmiaru czy niepożądanej ostrości.

Wojtek Mazolewski Solo i Strachy na Lachy Piła Tango

Następnie zmieniamy repertuar dość mocno, czyli puszczamy najnowszą solową płytę Wojtka Mazolewskiego. I jak? Mamy tu jeden instrument, trudny repertuar, a Muarah nic sobie z tego nie robi. Muzyka płynie, a my damy radę poczuć atmosferę koncertu, na którym nie tak dawno byliśmy. 

Kontrabas ma odpowiednią masę, ale najważniejsze jest jego różnicowanie. Nie słyszymy tylko niskich tonów. Słyszymy pracę instrumentu, atak i wybrzmienie struny oraz akustykę pomieszczenia. 

Wydaje się nam, że jakiej płyty byśmy nie wybrali, to Muarah MT-3 w tym doborowym towarzystwie radzi sobie wyśmienicie. To co nam imponuje to spokój, kontrola, przestrzeń i bardzo dobre różnicowanie. 

W naszym opisie testowym Muaraha posiłkowaliśmy się wybranymi czterema płytami. Prócz opisanych powyżej albumów Kombi i Wojtka Mazolewskiego było jeszcze nowe wydanie Piły Tango  Strachów na Lachy oraz bardzo dobre wydanie Decci Czterech pór roku Vivaldiego. Pierwsza z płyt pozwoliła sprawdzić jak nasz zestaw poradzi sobie z czymś bardziej dynamicznym. Zamiast jazzowej przestrzeni i skupienia na wokalu mamy zdecydowanie bardziej bezpośrednią muzykę, rytm, gitary i mocno zaznaczoną sekcję rytmiczną. I jak radzi sobie nasz Muarah uzbrojony we wkładkę Ortofon? Lepiej niż bardzo dobrze. Gitara ma odpowiedni atak, perkusja nie jest rozmyta, a bas pozostaje zwarty. Jednocześnie średnica nie traci swojej naturalności, a wokal nie zostaje przykryty przez instrumenty. Całość brzmi energetycznie i bezpośrednio, a przy tym w angażujący sposób. Czy potrzebna jest jeszcze lepsza rekomendacja?

Cztery pory Roku Antoni Vivaldi

Dla pełnego obrazu na koniec trochę klasyki, i to w najlepszym wydaniu. Ta płyta pozwala nam pokazać jak sobie radzi testowany zestaw z różnicowaniem smyczków, fakturą instrumentów akustycznych, mikrodynamiką oraz umiejętnością zachowania porządku w dynamicznych fragmentach muzyki klasycznej. To nagranie z 1969 roku, z Alanem Lovedayem jako solistą, Sir Neville’em Marrinerem za pulpitem dyrygenckim oraz Academy of St Martin in the Fields. Wydanie Decca Pure Analogue zostało przygotowane z wykorzystaniem oryginalnych taśm analogowych, a masteringiem zajął się Rainer Maillard. 

Realizacja płyty jest wyjątkowa. Dynamika jest znakomita, a crescendo i decrescendo potrafią naprawdę zachwycić. Nie chodzi wyłącznie o różnicę pomiędzy cichymi i głośnymi fragmentami. Najważniejsze jest to, jak płynnie muzyka narasta i stopniowo wygasa. Nie mamy poczucia, że dźwięk zostaje nagle podkręcony albo wycofany. Zmiany napięcia są naturalne, a kolejne instrumenty zachowują swoją czytelność również wtedy, gdy muzyka nabiera rozmachu. Do tego przekaz nie traci nic na spójności.  COS dopisać jeszcze 

Posłowie

W toku poszukiwań co jakiś czas uda się nam natrafić na sprzęt wyjątkowy. Na sprzęt, który wiemy już teraz, że zostanie z nami na dłużej. Tak było ze wzmacniaczem lampowym Ayona, z Harbethami, czy starym CD Cyrusa. Tak jest i teraz, w przypadku gramofonu Muaraha. To sprzęt kompletny i przemyślany – solidnie zbudowany, dobrze zaprojektowany i do tego dobrze radzący sobie z wieloma wkładkami. Czujemy, że nie doszliśmy jeszcze do jego maksymalnych możliwości. Zdecydowanie polecamy!

2 komentarze

    1. ASR dawał w systemie nieco bardziej „techniczny”/ cyfrowy dźwięk. Potrafił zabrzmieć zjawiskowo, ale na niektórych płytach, szczególnie tych sprzed 30-,40 lat góra i średnica potrafiła zabrzmieć zbyt ostro. Leben z EAR Yoshino to do granic możliwości analogowe połączenie. Nauczyliśmy się już, żeby w analogu nie szukać cyfry i odwrotnie:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *