Harbeth M30.1 czyli jak znaleźliśmy się w klubie „Harbeciarzy”

Nie wszystkie kolumny zachwycą Cię od pierwszej minuty. Trafisz na takie, które będą czarowały ilością szczegółów, rozmachem czy ekspresyjnym charakterem i na takie, które w Twoim systemie zupełnie się nie odnajdą.
Najważniejszy jest wybór. Jeśli po zakupie, możesz po prostu usiąść, odetchnąć i zapomnieć o wszystkim innym, to znaczy, że dobrze wybrałeś. Nie raz, nie dwa, po podłączeniu jakiegoś elementu audio, niemal od razu włączała nam się myśl, co przestawić, co zmienić itd. Zastrzeżenia na „dzień dobry” nie wróżą dobrze. Ostatni rok to pasmo niezbyt dobrych wyborów, o których nawet nie pisaliśmy. Dziś po przerwie możemy w końcu napisać o sprzęcie wartym każdej minuty, kolumnach harbeth Monitor 30.1. Nie błyszczą, nie imponuje mocą, nie próbują udowadniać swojej wartości — więc dlaczego zostaną na dłużej?

Krótka historia Harbethów

Harbeth to marka, która podąża swoją jasno wytyczono ścieżką. Powstała w 1977 roku w Wielkiej Brytanii, założona przez Dudleya Harwooda, inżyniera BBC, który przez lata badał wpływ materiałów na brzmienie kolumn. W czasach, gdy większość producentów próbowała „upiększać” dźwięk, Harwood miał zupełnie inny cel – odtworzyć muzykę tak, by brzmiała naturalnie, jak w rzeczywistości.

Nazwa „Harbeth” to połączenie jego nazwiska Harwood i imienia żony Elizabeth. Już pierwsze konstrukcje, takie jak HL Monitor czy HL Compact, pokazały, że w tym podejściu jest coś wyjątkowego. Harwood był pionierem w zastosowaniu własnych membran polimerowych, które z czasem ewoluowały w materiał RADIAL stosowany w dzisiejszych modelach.

Z BBC do własnej legendy

Pomysł na Harbethy narodził się w… radiu. Dudley Harwood pracował w BBC, gdzie testował legendarne monitory studyjne LS3/5A. Chociaż były świetne, Harwood wiedział, że można zrobić coś jeszcze lepszego – monitor, który nie męczy ucha i pozwala wsłuchać się w muzykę na poziomie emocji, nie tylko decybeli.

Tak powstały pierwsze prototypy, a potem Harbeth HL Monitor. Kolumny testowane w BBC, ale stworzone dla wszystkich, którzy chcieli słuchać muzyki „tak jak jest”. Idea, że sprzęt powinien „znikać”, pozostawiając muzykę w centrum uwagi, przetrwała w każdej kolejnej generacji.

Budowa i specyfikacja

Obudowa kolumn wykonana jest zgodnie z filozofią Harbeth: lekkie, kontrolowane rezonanse zamiast bezwzględnego tłumienia. Z założenia konstruktorów ta skrzynia żyje razem z muzyką, pracuje jak pudło instrumentu. I tu ważne są odpowiednio dobrane standy do tych kolumn. Tu sobie porównaliśmy dedykowane niegdyś Skylany do lekkich, drewnianych konstrukcji otwartych. Na te rozważania poświęciliśmy oddzielny akapit. 

Mamy tu 200-milimetrowy przetwornik RADIAL-2 — materiał opatentowany przez Harbeth, stworzony z myślą o jak najwierniejszym oddaniu średnicy. Dopełnia go subtelna kopułka wysokotonowa, której zadaniem jest płynnie stapiać się z resztą pasma w jedną, spójną całość. To kolumny, które nie rozkładają muzyki na części pierwsze, lecz podają ją w jednym, płynnym obrazie.

Z przodu pracuje port bass-reflex, dzięki czemu ustawienie w pokoju jest bardziej elastyczne, a bas pozostaje kontrolowany i naturalny. 

Parametry:

Typ: 2-drożna konstrukcja bass-reflex z przednim portem 

  • Pasmo przenoszenia: 50 Hz – 20 000 Hz ±3 dB 
  • Impedancja nominalna: 6 Ω T
  • Skuteczność (czułość): około 85 dB / 1 W / 1 m 
  • Zalecana moc wzmacniacza: od około 25 W w pokojach średniej wielkości (choć więcej mocy poprawia rezultaty) 
  • Moc przetwarzania (programowa): ≈ 150 W 
  • Wymiary (wys. × szer. × głęb.): 460 × 277 × 275 (-285) mm 
  • Waga jednej kolumny: około 11.6 kg

Standy do Harbethów

Jak się okazało to na czym postawimy nasze kolumny jest równie ważne do tego z czym je sparujemy. Niegdyś Harbethom dedykowane były kanadyjskie Skylany. Obecnie są to niemieckie standy Ton Traeger. Różnica w filozofii tych mebli dźwiękowych jest znaczna, przede wszystkim te drugie są konstrukcją otwartą. Jedyną słuszną wg japońskich posiadaczy brytyjskich Harbethów oraz dedykowaną do kolumn BBC. Harbethy (i generalnie monitory „szkoły BBC”) były projektowane do pracy na prostych, lekkich, ‚otwartych” podstawkach. Nie na ciężkich, masywnych standach wypełnianych piaskiem, tylko na konstrukcjach, które – podobnie jak obudowa – kontrolują rezonanse zamiast je tłumić.

W pewnym momencie użytkownicy Harbethów odkryli, że…taborety z litego drewna potrafią sprawdzić się świetnie. I tak narodził się „mit taboretów pod Harbethy”, który krąży do dziś. My postanowiliśmy się przekonać o tym osobiście. Koszty jak i ryzyko tego eksperymentu były niewielkie. Poza tym taboretom można znaleźć zawsze jakieś bardziej przyziemne zastosowanie. 

Natomiast u nas po kilku tygodniach porównań..Skylany zdecydowanie zostają. Brzmienie razem z nimi jest lepiej wypełnione oraz czystsze i to wystarczy. 

Brzmienie

Pierwsze wrażenie po włączeniu Harbethów to… uczucie, że nasza audiofilska historia zatacza koło. Po ponad roku od sprzedaży Lintonów znów dostajesz spokój, równowagę i emocje zawarte w nagraniu.

Średnica jest absolutnie wyjątkowa. Wokale, gitary, smyczki – wszystko brzmi tu naturalnie, z ciepłem i emocją. Gitara akustyczna ma swój charakterystyczny odcień drewna, fortepian – wagę i powietrze. To dźwięk organiczny, żywy, naturalny. Można godzinami słuchać głosu Melody Gardot albo Leonarda Cohena i mieć wrażenie, że ktoś naprawdę stoi przed nami.

Góra pasma w 30.1 jest jedwabista, subtelna, nigdy agresywna. Nie rozświetla nadmiernie, nie sypie detalem, ale jeśli wsłuchasz się głębiej – wszystko tam jest.

Bas nie uderza mocno, schodzi do około 50 Hz, ale robi to czego byśmy oczekiwali. Nie buczy, nie rozlewa się, jest fundamentem, a nie efektem. To dzięki niemu cała muzyka brzmi spójnie i naturalnie.

Harbethy nie tworzą monumentalnej sceny – zamiast tego dają pokój wypełniony muzyką. Artysta stoi kilka kroków przed Tobą, a ty słuchasz w skupieniu, nie analizując. Scena jest proporcjonalna, realistyczna, bez przesadnych efektów. Słuchanie muzyki na Harbeth M30.1 to nie emocje związane z  koncertem na stadionie – to atmosfera klubu jazzowego późnym wieczorem. Niemniej Harbethy są dość uniwersalne, poradzą sobie również w dynamicznym repertuarze. Czy wybierzemy tegoroczną płytę Bluszczu, czy Administratorra Electro, czy też fantastyczną debiutancką Zutę, to Harbethy ze wszystkim sobie poradzą. 

Czy są jakieś minusy? Oczywiście, szczególnie jeśli przyzwyczailiśmy się do pewnych efektów „wow” jakie mieliśmy z innymi kolumnami. W długoterminowym odsłuchu nie ma to jednak znaczenia. 

Posłowie

Harbeth 30.1 to kolumny, które uczą cierpliwości i wrażliwości, są bardzo podatne na towarzyszącą im elektronikę. Kiedy je słuchasz, rozumiesz, że właśnie o to chodziło od początku – o prawdziwą muzykę, bez kompromisów i sztucznych efektów/podbarwień.

To kolumny, które lubią spokojne repertuary – jazz, wokal, muzykę akustyczną, klasykę. Z rockiem też sobie poradzą, ale bez agresji.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *